czwartek, 25 lutego 2021

Trochę się działo...

Pomijając okrutna pogodę jaką uraczyła na Irlandia kilka dni temu trochę się wydarzyło, nic wielkiego ale w mojej pandemiczno restrykcyjnej rzeczywistości małe rzeczy urastają do poważnej rangi. Odwiedziliśmy lasek nieopodal Small Sugarloaf i spędziliśmy bardzo fajny dzień w Killrudery House. Nazbieraliśmy mnóstwo niedźwiedziego czosnku z którego zrobiłam wielki słoik pesto i zielony makaron, muszę przyznać że młode, świeże liście są bardzo ostre także pierwsza porcja pesto nieźle nas wykrzywiła dopiero jak dodałam suszonych pomidorów w oliwie danie stało się zjadliwe. Na trasie do lasku z której jest piękny widok na góry Wicklow zawiesiliśmy buddyjskie flagi, niech dobre życzenia i mantry idą w świat, zwłaszcza teraz kiedy dookoła jest tyle cierpienia.
Wczoraj musiałam zabawić się w lokalnego ekologa, przyjechała ekipa kolesi którzy mieli zrobić porządek z drzewami tzn. mieli je trochę przerzedzić bo ludzie zaczęli narzekać że mają za ciemno w domach. Hmmm trochę mnie to zmartwiło ponieważ te kilka drzew za domem to istny raj dla ptaków i miejsce w którym moje sroki od kilku miesięcy robią sobie gniazdo. Nie wyobrażam sobie dnia bez państwa sroczynskich, którzy przechadzają się po ogródku i jedzą orzeszki. Przylatują do mnie od lat, reagują na moje wołanie i muszę przyznać, że są grzeczne nie przeganiają innych ptaków i nie panoszą się jakby to byl ich ogród. Tak więc wczoraj musiałam machać do pana na wyciagniku żeby zostawił drzewo na którym jest gniazdo i udało się ocalić jedne drzewo, reszta wygląda jak po apokalipsie.Wczoraj przed kilka godzin po południu srok nie było, zrobiło mi się smutno że może się wyniosły. Wolałam je i chyba za drugim razem jedna z nich na chwilę wylądowała na trawniku i szybko odleciała. Tak jakby chciała pokazać że są, że się nigdzie się nie wyniosły. Dzisiaj wszystko wróciło do normy. Sroki podskakują po ogródku, wróciły kosy i rudziki.  Z przodu domu na małym drzewie zawiesiłam karmnik na ziarno i drugi na kulki mocy dla ptaków. Zauważyłam, że pojawił się tam pan na włościach, który przegania sikorki. Przylatuje od jakiegoś czasu pan sikor bagienny, który najwyraźniej chce wszystko pożreć sam a ponieważ jest trochę większy myśli że mu wolno ale szybciutkie, wesołe sikorki i tak go ubiegają i podlatują do karmników. Także jest wesoło, lubię czasami medytować w pokoju z widokiem na to drzewo i obserwować co się tam dzieje. Teraz wracam z terapii, było bardzo dobrze, moja terapeutka to skarb, mam szczęście że w tych czasach ja mam. 

niedziela, 21 lutego 2021

Trojca

 Po dwoch dniach masakrycznych deszczow powital mnie piekny poranek. Szybko uwinelam sie z zadaniami domowymi i przed jedenasta bylam juz w drodze do lasku i na Bray Head. Zazwyczaj nie lubie tam chodzic bo jest tam za duzo ludzi a ja starm sie unikac tlumow, lubie spokoj i kontakt z dzika natura, zwlaszcza teraz kiedy wiekszosc ludzi ma gdzies restrykcje. Piekny, sloneczny dzien, obchodzilam tereny na ktorych jeszcze nie bylam. Po raz pierwszy znalazlam Boczniaki (Pleaurotus Ostreatus), moj entuzjazm siegnl zenitu do tego stopnia ze obchodzilam wszystkie stare pnie i drzewa w promieniu km. Boczniakow nie znalazlam ale natknelam sie na piekne Plomiennice ( Flammulina Velutipes) no i oczywiscie na uszaki, ktorych tutaj jest po prostu od zajechania. Jak na poczatku dziwilismy sie ze ich nie ma tak teraz po kazdym spacerze wracamy z torba uszakow. Zaraz bede przyrzadzac moje boczniaki i bede probowac jak smakuja ;) Podobno takie dzikie trzeba dobrze pokroic i dlugo smazyc, no nic zobacze co z tego wyniknie.



piątek, 19 lutego 2021

Pizdzi i pada

 Juz od wczoraj wiedzialam, ze dzisiejszy dzien zbytnio ekscytujacy nie bedzie. Od rana pada i pizdzi, przemoczone ptaki laduja w ogrodku zeby podjesc zamokniete orzeszki i nasiona, niestety tutaj czasami pada w pionie od dolu - pod parasol, wiec wszystko jest mokre. Tak wiec siedze sobie w domu, dookola cisza jak makiem zasial od czasu do czasu slychac tylko pokaslujacego sasiada w mieszkaniu obok. Kiedy budze sie w taki poranek nie wiem zbytnio co ze soba zrobic, czy jeszcze polezec, czy stac wczesniej, tak sie dzisiaj zlozylo ze zwloklam sie wczesniej. O wlasnie widze przez okno kolena entuzjastke orzeszkow- wiewiorke, biedna zmoknieta wcina orzeszki, ktore sroki zakopaly pod plotkiem. Wyliczylam, ze tej zimy poszlo ponad siedem kilo orzeszkow na zwierzaki, ktore odwiedzaja nasz ogrodek. Przy porannej kawie przejrzalam moj maly atlas roslin, ktory dostalam od meza na urodziny Wildfowers napisany przez Margaret Erskine, zawiera przepiekne ilustracje namalowane akwarelami przez autorke. Jest troche pogmatwany i po angielsku ale to dzieki temu moj mozg musi sie wysilic i powiazac nazwe z roslina a do tego musze jeszcze podpisac indeks polskimi nazwami, przynajmniej tymi, ktorych nie pamietam. Postanowilam wziac sie troche za moja zapomniana botanike i lacine, bo az mnie boli kiedy sobie przypomne jak jeszcze pare lat temu znalam wiekszosc polskich i lacinskich nazw roslin, takze od kilku miesiecy studiuje na nowo wszystkie kwiaty, paprocie, mszaki, grzyby, drzewa i krzewy. Ksiazka jest swietna z tym, ze wszystkie rosliny sa wymienione wedlug miesiecy, wiec w przeciagu danego miesiaca przerabiam sobie to co jest w ksiazce. Kolejna ksiazka, ktora od kilku miesiecy kroluje na stole jest Dzika Kuchnia Lukasza Luczaja, uwielbiam jego kanal na You Tube, czuje sie jakbym wrocila na studia, to wlasnie Lukasz na nowo wciagnal mnie w moja troche zapomniana pasje.


Nawet moj mezczyzna ostro biega po krzakach zbiera Czarki, Uszaki i inne jadalne cuda. Zeszlej jesieni, znalezlismy swietne miejsce w gorach Wicklow na grzybobranie, trzy rozne miesjcowki w jednej rosna piekne borowiki, w drugim kanie a w trzecim sliczne zolciutkie modrzewiowe maslaczki i nikt, na prawde nikt tych grzybow tam nie zbiera. Takze zrowo sie oblowilismy i przy okazji obdarowalismy znajomych suszonymi grzybami na swieta. Marzy mi sie zeby pojechac w gory, mamy do nich zaledwie 12 km ale mamy rowniez 5 km restrykcje, cieszymy sie jednak ze mamy gdzie wyskoczyc na pare godzin poszwedac sie po lesie. Takze na razie na gory mozemy sobie popatrzec z daleka.

Dzisiaj zerknelam jak tam sie maja kiszonki, musze przyznac ze nie moge sie doczekac jak smakuje kiszony czosnek niedzwiedzi Allium Ursinum, ktory rosnie w naszym ostatnio ulubionym lasku. Ten las doslownie pachnie juz czosnkiem, to jest niesamowite ile tego tam rosnie. Z niecierpliwoscia czekalismy, kiedy znowu bedzie mozna zjesc czosnkowe pesto. Tak wiec, kiszonki maja sie swietnie, juz buzuja sobie w sloikach. za kilka dni czosnek bedzie gotowy.

Zakisilam juz kilka sloikow czarek z uszakami, musze przyznac ze czarki sa przepyszne, uszaki dalej chrupia co mnie troche odstrecza ale powoli sie przyzwyczajam. Czosnek niedziwedzi zakisilam bez zadnych dodatkow oprocz czosnku i paru przypraw.


czwartek, 18 lutego 2021

Wyprawa do lasu.

Dzisiaj z samego rana pojechaliśmy do naszego, najbliższego lasu. Zapakowaliśmy gorąca herbatę z miodem, ciasto i parę innych pierdół, żeby mieć siłę na wędrówkę po lesie. Piękna pogoda z samego rana trochę mnie zmyliła bo za lekko się ubrałam ale w miarę szybkiego marszu zrobiło się o wiele ciepłej. Jednak cudowne poranne światło wynagrodziło mi lekka niedogodność. 
Spędziliśmy piękne kilka godzin wśród natury, uwielbiam włóczyć się po lesie,mogłabym zamieszkać w lesie z dala od ludzi i hałasu. Szum strumyków, śpiew ptaków i zieleń to dla mnie najlepsze lekarstwo na stres i po takim spacerze zawsze wracam do domu szczęśliwa i odprężona. Natrafiliśmy na piękną kolonię czarki szkarłatnej Sarcoscypha Coccinea, dzisiaj były same wielkie okazy. Poza tym nazbieraliśmy trochę uszakow i sporo liści czosnku niedźwiedziego. Kiszonki, które zrobiłam ostatnio w poniedziałek już zaczynają buzować a czosnek zrobił się ciemno zielony. Dzisiaj postanowiliśmy zrobić żurek notabene też z własnego zakwasu z dużą ilością grzybów. Dodam do niego zamrożone maslaczki, które zebraliśmy w górach Wicklow we wrześniu, dużo poeczarkow i uszaki. Będzie uczta. Teraz czeka mnie klika dni siedzenia w domu bo pogoda ma być nie najlepsza i mąż idzie do pracy. Chyba znowu wyciągnę sztalugi. Trzeba zrobić coś konkretnego póki jest okazja.

środa, 17 lutego 2021

Praca

Kolejny dzień w pracy odbebniony. Starałam się nie stresować, chociaż ciężko tam pracować na luzie, wiszenie z szefem na telefonie i robienie wszystkiego na hurra bo jest tylko pięć godzin do zrobienia wszystkiego co się nazbierało dla mnie przez tydzień daje czasami ostro po doopie. Wczoraj w nocy stresy i leki zaczęły się zakradać ale tydzień temu ostro przerabiałam moje zamartwianie się i stresowanie, poza tym na terapii też o to zahaczylam. Mam nową mantrę na stresy pracownicze " przerobione - odhaczone". Oby tak dalej! Działaj mantro! Widok z pociągu.

wtorek, 16 lutego 2021

Małe cuda natury.

Postanowiłam w końcu ruszyć cztery litery z domu i wyprowadzić się na spacer. Mam dzisiaj dzień dla siebie, więc ruszyłam do małego lasku popatrzeć co tam ciekawego wyrosło. Natknęłam się na piękny okaz Trzesaka Pomarańczowo żółtego Tremella Mesenterica, po ostatnich deszczach wyrosło trochę dziwnych stworzeń. Natrafiłam też na piękną kolonię Uszaka Bzowego Auricularia Auricula-Judea, został pożarty z jajecznicą na obiad. Trochę poeksplorowalam teren i doszłam do fajnego miejsca w którym ptaki nie boją się ludzi. Kilka centymetrów ode mnie siedział Rudzik i udało mi się przyfocic samiczkę Kosa, małe cuda dnia dzisiejszego. Jutro muszę skoczyć na kilka godzin do pracy, ogarnąć to co się nazbierało przez cały tydzień.

Nareszcie wiosna.

Wczoraj spędziliśmy bite cztery godziny włócząc się po naszym "małym" lasku. Po tygodniu mrozów i irlandzkich wypizdzieli nareszcie trochę słońca i ciepła. Czekałam na te naszą małą wyprawę cały tydzień utknieta w domu przez lockdown. Już półtorej miesiąca restrykcji i kolejne półtora przede mną. Nauczyłam się jak spędzać ten czas produktywnie, staram się cieszyć każda chwilą wolnego. Ostatnio odkurzyłam sztalugi i namalowałam pierwsza martwą naturę od jakiś 20 lat. Po tym jak zaczęłam dużo rysować w moim zeszycie postanowiłam zmierzyć się z płótnem. Wracając do wczorajszej wyprawy nazbieraliśmy cała torbę leśnych smakołyków. Pół torby Czarki Szkarłatnej, kolejne pół Czosnku Niedźwiedziego i trochę kwiatów pierwiosnka. Podoba mi się ludowa nazwa czosnku Cebula czarownic, brzmi nieźle. Tak więc, kilka godzin zeszło nam na czyszczeniu grzybów i robieniu kiszonek. Tym razem postanowiłam zakisic czosnek bo pesto trochę gryzie w żołądek, jest bardzo ostre, trzeba go mieszać z bazylią.Tym razem wyszły dwa słoiczki czosnku i cztery słoiki czarek. Chce nadmienić, że mieszkamy w Irlandii i tutaj czosnek nie jest pod ochroną tak w Polsce, więc można go zbierać do woli. Nie mogłam doczekać się pierwszych listków, tych najlepszych, najświeższych mniamm. Za dwa tygodnie zobaczę jak smakuje zakiszony. Tak ogólnie kiedyś trochę narzekaliśmy na nasz mały lasek ale po poważnej eksploracji przekonaliśmy się, że jest całkiem spory i bogaty. Mam tyle do opowiedzenia o tym naszym małym miejscu, że musiałabym tu jeszcze trochę posiedzieć, więc będę to robić po trochu. Od dawna chciałam znaleźć miejsce, gdzie mogłabym pisać. Po zrezygnowaniu z fejsa i Instagrama brakowało mi miejsca, gdzie mogłabym wrzucać  zdjęcia i trochę się wypisać. 

Kordialowe szaleństwo.

Czekałam na ten moment kiedy czarny bez zakwitnie i będę mogła zacząć robić Kordial. Robię już trzecia turę. Część robię z kwaskiem cytrynow...