wtorek, 16 lutego 2021

Nareszcie wiosna.

Wczoraj spędziliśmy bite cztery godziny włócząc się po naszym "małym" lasku. Po tygodniu mrozów i irlandzkich wypizdzieli nareszcie trochę słońca i ciepła. Czekałam na te naszą małą wyprawę cały tydzień utknieta w domu przez lockdown. Już półtorej miesiąca restrykcji i kolejne półtora przede mną. Nauczyłam się jak spędzać ten czas produktywnie, staram się cieszyć każda chwilą wolnego. Ostatnio odkurzyłam sztalugi i namalowałam pierwsza martwą naturę od jakiś 20 lat. Po tym jak zaczęłam dużo rysować w moim zeszycie postanowiłam zmierzyć się z płótnem. Wracając do wczorajszej wyprawy nazbieraliśmy cała torbę leśnych smakołyków. Pół torby Czarki Szkarłatnej, kolejne pół Czosnku Niedźwiedziego i trochę kwiatów pierwiosnka. Podoba mi się ludowa nazwa czosnku Cebula czarownic, brzmi nieźle. Tak więc, kilka godzin zeszło nam na czyszczeniu grzybów i robieniu kiszonek. Tym razem postanowiłam zakisic czosnek bo pesto trochę gryzie w żołądek, jest bardzo ostre, trzeba go mieszać z bazylią.Tym razem wyszły dwa słoiczki czosnku i cztery słoiki czarek. Chce nadmienić, że mieszkamy w Irlandii i tutaj czosnek nie jest pod ochroną tak w Polsce, więc można go zbierać do woli. Nie mogłam doczekać się pierwszych listków, tych najlepszych, najświeższych mniamm. Za dwa tygodnie zobaczę jak smakuje zakiszony. Tak ogólnie kiedyś trochę narzekaliśmy na nasz mały lasek ale po poważnej eksploracji przekonaliśmy się, że jest całkiem spory i bogaty. Mam tyle do opowiedzenia o tym naszym małym miejscu, że musiałabym tu jeszcze trochę posiedzieć, więc będę to robić po trochu. Od dawna chciałam znaleźć miejsce, gdzie mogłabym pisać. Po zrezygnowaniu z fejsa i Instagrama brakowało mi miejsca, gdzie mogłabym wrzucać  zdjęcia i trochę się wypisać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kordialowe szaleństwo.

Czekałam na ten moment kiedy czarny bez zakwitnie i będę mogła zacząć robić Kordial. Robię już trzecia turę. Część robię z kwaskiem cytrynow...