Po dwoch dniach masakrycznych deszczow powital mnie piekny poranek. Szybko uwinelam sie z zadaniami domowymi i przed jedenasta bylam juz w drodze do lasku i na Bray Head. Zazwyczaj nie lubie tam chodzic bo jest tam za duzo ludzi a ja starm sie unikac tlumow, lubie spokoj i kontakt z dzika natura, zwlaszcza teraz kiedy wiekszosc ludzi ma gdzies restrykcje. Piekny, sloneczny dzien, obchodzilam tereny na ktorych jeszcze nie bylam. Po raz pierwszy znalazlam Boczniaki (Pleaurotus Ostreatus), moj entuzjazm siegnl zenitu do tego stopnia ze obchodzilam wszystkie stare pnie i drzewa w promieniu km. Boczniakow nie znalazlam ale natknelam sie na piekne Plomiennice ( Flammulina Velutipes) no i oczywiscie na uszaki, ktorych tutaj jest po prostu od zajechania. Jak na poczatku dziwilismy sie ze ich nie ma tak teraz po kazdym spacerze wracamy z torba uszakow. Zaraz bede przyrzadzac moje boczniaki i bede probowac jak smakuja ;) Podobno takie dzikie trzeba dobrze pokroic i dlugo smazyc, no nic zobacze co z tego wyniknie.
niedziela, 21 lutego 2021
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kordialowe szaleństwo.
Czekałam na ten moment kiedy czarny bez zakwitnie i będę mogła zacząć robić Kordial. Robię już trzecia turę. Część robię z kwaskiem cytrynow...
-
Dzisiaj w końcu udało nam się dotrzeć nas wzgórze, które zawsze chcieliśmy odwiedzić, podziwialiśmy je odwiedzając Krąg druidzki Boleycarage...
-
Wszystko budzi sie do zycia, moze juz niedlugo zniasa nam restrykcje z 5 km na troche wiecej. Byloby super pojechac sobie w gory. Juz prawi...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz