piątek, 19 lutego 2021

Pizdzi i pada

 Juz od wczoraj wiedzialam, ze dzisiejszy dzien zbytnio ekscytujacy nie bedzie. Od rana pada i pizdzi, przemoczone ptaki laduja w ogrodku zeby podjesc zamokniete orzeszki i nasiona, niestety tutaj czasami pada w pionie od dolu - pod parasol, wiec wszystko jest mokre. Tak wiec siedze sobie w domu, dookola cisza jak makiem zasial od czasu do czasu slychac tylko pokaslujacego sasiada w mieszkaniu obok. Kiedy budze sie w taki poranek nie wiem zbytnio co ze soba zrobic, czy jeszcze polezec, czy stac wczesniej, tak sie dzisiaj zlozylo ze zwloklam sie wczesniej. O wlasnie widze przez okno kolena entuzjastke orzeszkow- wiewiorke, biedna zmoknieta wcina orzeszki, ktore sroki zakopaly pod plotkiem. Wyliczylam, ze tej zimy poszlo ponad siedem kilo orzeszkow na zwierzaki, ktore odwiedzaja nasz ogrodek. Przy porannej kawie przejrzalam moj maly atlas roslin, ktory dostalam od meza na urodziny Wildfowers napisany przez Margaret Erskine, zawiera przepiekne ilustracje namalowane akwarelami przez autorke. Jest troche pogmatwany i po angielsku ale to dzieki temu moj mozg musi sie wysilic i powiazac nazwe z roslina a do tego musze jeszcze podpisac indeks polskimi nazwami, przynajmniej tymi, ktorych nie pamietam. Postanowilam wziac sie troche za moja zapomniana botanike i lacine, bo az mnie boli kiedy sobie przypomne jak jeszcze pare lat temu znalam wiekszosc polskich i lacinskich nazw roslin, takze od kilku miesiecy studiuje na nowo wszystkie kwiaty, paprocie, mszaki, grzyby, drzewa i krzewy. Ksiazka jest swietna z tym, ze wszystkie rosliny sa wymienione wedlug miesiecy, wiec w przeciagu danego miesiaca przerabiam sobie to co jest w ksiazce. Kolejna ksiazka, ktora od kilku miesiecy kroluje na stole jest Dzika Kuchnia Lukasza Luczaja, uwielbiam jego kanal na You Tube, czuje sie jakbym wrocila na studia, to wlasnie Lukasz na nowo wciagnal mnie w moja troche zapomniana pasje.


Nawet moj mezczyzna ostro biega po krzakach zbiera Czarki, Uszaki i inne jadalne cuda. Zeszlej jesieni, znalezlismy swietne miejsce w gorach Wicklow na grzybobranie, trzy rozne miesjcowki w jednej rosna piekne borowiki, w drugim kanie a w trzecim sliczne zolciutkie modrzewiowe maslaczki i nikt, na prawde nikt tych grzybow tam nie zbiera. Takze zrowo sie oblowilismy i przy okazji obdarowalismy znajomych suszonymi grzybami na swieta. Marzy mi sie zeby pojechac w gory, mamy do nich zaledwie 12 km ale mamy rowniez 5 km restrykcje, cieszymy sie jednak ze mamy gdzie wyskoczyc na pare godzin poszwedac sie po lesie. Takze na razie na gory mozemy sobie popatrzec z daleka.

Dzisiaj zerknelam jak tam sie maja kiszonki, musze przyznac ze nie moge sie doczekac jak smakuje kiszony czosnek niedzwiedzi Allium Ursinum, ktory rosnie w naszym ostatnio ulubionym lasku. Ten las doslownie pachnie juz czosnkiem, to jest niesamowite ile tego tam rosnie. Z niecierpliwoscia czekalismy, kiedy znowu bedzie mozna zjesc czosnkowe pesto. Tak wiec, kiszonki maja sie swietnie, juz buzuja sobie w sloikach. za kilka dni czosnek bedzie gotowy.

Zakisilam juz kilka sloikow czarek z uszakami, musze przyznac ze czarki sa przepyszne, uszaki dalej chrupia co mnie troche odstrecza ale powoli sie przyzwyczajam. Czosnek niedziwedzi zakisilam bez zadnych dodatkow oprocz czosnku i paru przypraw.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kordialowe szaleństwo.

Czekałam na ten moment kiedy czarny bez zakwitnie i będę mogła zacząć robić Kordial. Robię już trzecia turę. Część robię z kwaskiem cytrynow...